:: 01.11.2005 :: 18:16
honey, harry wrote again...
Niezgrabna pomyłka
UWAGA! Ta notka nie będzie opiewała mojego stanu duchowego czy ucuciowego! Poniższa kompilacja sylab tyczy się tylko suchych relacji [w części pierwszej] i stanu umysłu.
Wyjechałem i wróciłem. 3 dni przebywałem w Sierpeckim zakładzie dla psychicznie zmęczonych, czyli, że spędziłem długi weekend u Babci, pod Płockiem. Z przerażeniem stwierdzam, że jedyna osoba w rodzinie z którą potrafię się skutecznie porozumieć, jest najstarszą z całej tej przewalonej sekty i niebawem trudno mi będzie się z nią dogadać, bo już jej nie będzie. Moja babcia jest w bardzo złym stanie, a zrozumienie z jej strony przyszło, niestety, odrobinę za późno. Czerpię jednak radość i satysfakcję z faktu, że pogodziła się z moją wizją przyszłości młodego Jarocińskiego. Nie będzie już problemów ze śpiewaniem, przynjamniej nie w jej ustach czy myślach. Dla takiej świadomości warto było telepać się 130 km.
Jednocześnie i ja, jak i moja babcia, przekraczam kolejne granice świadomości. Wielu rzeczy nazwać nie umiem, o wielu rzeczach nigdy z nikim nie porozmawiam. To wszystko jednak zawdzięczam innym - bo bez tworzenia współodpowiedzialności, w jakimkolwiek wymiarze, nie potrafiłbym sam skonstruować probabilistycznego modelu mojego zachowania. A posiadanie tego, dopiero otwiera oczy na nowe doświadczenia i nauki.
motto:
Każdy człowiek gubi się i popełnia błędy. Polacy na przykład często mylą Święto Zmarłych z Bożym Narodzeniem. Pamięć o zmarłych zastępują zielskiem i plastikiem, które układają na grobach, upodabniając je do światecznych choinek lub Oscarowych kanapek grillowanych.
gonna write back this time? Komentuj (1)
:: 03.11.2005 :: 01:06
honey, harry wrote again...
Panie Boże, tak bardzo się boję
Przypomniałem sobie czego się bałem.
O Boże, jak pusto przede mną, za mną, po moje prawicy i lewicy. Pustka nade mną i pode mną; a ja w środku. Powykręcany w gimnastyce słowa i upokorzony bólem.
gonna write back this time? Komentuj (9)
:: 08.11.2005 :: 11:04
honey, harry wrote again...
Not anymore
O niezgłębione, nieobjęte moce!
Skrzydłami trzepocę
jak ptak ten nocny,
któremu okiem kazano skrwawionem
patrzeć w blask słońca...
Święty Boże! Święty Mocny!
Święty a Nieśmiertelny!...
Wróciłem z Hrubieszowa - zastałem walącą i palącą się Warszawę. Mówi się 'trudno', a ja wiem tylko, że pewne rzeczy trudno odbudować - teraz jestem silniejszy i bardziej stanowczy w swoich uczuciach, postanowieniach i wiem, że mogę podjąć się tego zadania.
Na festiwalu złapaliśmy wyróżnienie - sprzęt AGD sypnął się nam do kieszeni. Poznałem wszystkie trzy osoby, które pojechały na festwiwal - Beatę, Łasicę i siebie. Dało to bardzo wiele - każde słowo, żart, każdy kieliszek wódki i każda filiżanka herbaty, każdy krok na chodniku i na scenie. Ważnym jest by czerpać naukę i siłę. Bez ludzi jednak nigdy by się to nie udało - i za to dziękuję im i Szefowi.
Kasprowicz to jednak pewna klasa
gonna write back this time? Komentuj (3)
:: 10.11.2005 :: 00:55
honey, harry wrote again...
Once in a lietime
Zaściankowe życie zubożałej szlachty chwil współczesnych przeplata się z życiem moich magnackich/chłopskich znajomych i przepływa między palcami.
Odmarzłem - podczas bicia rekordu w czasie spędzonym na uczelni, odmroziłem sobie nerki a w moje zamarźnięte jądra można było stukać łyżką stołową, bez ryzyka, że cokolwiek poczuję. Przesiedziałem tam 11 godzin (punkt ósma wszedłem na siłownię w ramach WF-u, o 19 skończyłem odrabianie załegłych nieobecności na teledetekcji) i Bogu dziękuję myslami głośniejszymi niż zwykle, że to już koniec doby.
Jutro pierwsze zajęcia z kształcenia słuchu - brzmi tak, jakby jakaś arachityczna, stara brunetka miała mi wsadzać do ucha ostro zakończoną łopatkę od miksera do ubijania piany i mieszania ciasta.
Bywa, teraz to już nieważne. Bo wiem, że to Beti bedzie prowadzącą :D
Hopefull and disgusted by anty-party evening, I'm falling asleep on one of my keyboard's key (which looks like this one => [Y])
gonna write back this time? Komentuj (4)
:: 11.11.2005 :: 01:05
honey, harry wrote again...
Jogurt degrengoladowy
A z resztą ... mam to gdzieś.
gonna write back this time? Komentuj (1)
:: 13.11.2005 :: 13:11
honey, harry wrote again...
...when U belive
There can be miracles...
gonna write back this time? Komentuj (5)
:: 16.11.2005 :: 00:12
honey, harry wrote again...
Never walk alone after midnight
Trzęsący się z zimna,
wyciszony lodowatym powietrzem,
ale pobity przez czterech śmierdzących pijaków,
kładę się spać,
bo jutro od rana mam zajęcia.
gonna write back this time? Komentuj (5)
:: 17.11.2005 :: 23:31 honey, harry wrote again...
::Dzieci - strąki::
Dzieci kwiaty były wolne. Dzieci strąki wolne nie są - ani od złości, ani od zazdrości, ani nawet nie są swobodne w poruszaniu, wypowiadaniu się czy wyrażaniu własnych myśli i emocji. Ja jestem jako ten groch, co ze strąków się wysypał. Biją mną o ścianę a ściana nic i ja też nic - po prostu się odbijam i upadam na ziemię.
gonna write back this time? Komentuj (2)
:: 19.11.2005 :: 23:27 honey, harry wrote again...
:AuA:
Gdy harry był chory i leżał w łóżeczku
przyczłapał doń Flaczek - jak się masz, harreczku?
Niedobrze, oj gardło napieprza i głowa,
cholerny ból każda mi sprawia rozmowa,
I węzły chłonne coś dziś wyjebały,
za żadne chujostwo się schować nie chciały.
Do tego zatkany nos mi doskwiera
normalnie już jasna mię bierze cholera.
No i Flaczek sobie poszedł, Agnieszka też szybko poszła, a ja, zamiast wezwać lekarza, po prostu sobie zasnąłem i przespałem niemal cały dzień. A teraz duszę się, bo węzły chłonne urosły do rozmiarów dwóch kowadeł zwisających z prawej i lewej strony mojej głowy. Dostrzegam jeszcze wiele objawów nadchodzącego kresu mojego żywota, ale dzisiaj rano spadł śnieg, daruję sobie więc nieszczenie nastroju tak cudownie rozpoczętego dnia.
gonna write back this time? Komentuj (8)
:: 22.11.2005 :: 00:33 honey, harry wrote again...
Śnieg na pół etatu
Prawda, panie Dźaszu, że to fantastycznie, że spadł snieg ? - nareszcie ktoś, kto podziela mój zachwyt i również rozpływa się nad zimową bielą absolutną ;) Nie chcę, aby ktoś nazwał mnie rasistą - moja mowa, tutaj i teraz, dotyczy tylko i wyłącznie kwestii śniegu, który spadł dzisiaj późnym popołudniem. Ubolewam jedynie nad ilością opadu - taki "śnieg na pół etatu" bowiem nie przykryje całej szarości i czarnego absolutu bruku, podwórka, drzew, domów, samochodów etc. I mnie też całego by nie przykryło, mimo, żem mały i drobny. Dlatego zwracam się do Ciebie, Szefie niebieski - sypnij od serca śniegiem, cobym mógł sobie chociaż popatrzeć przez szybę balkonową, gdy jestem chory. Nie mówię od razu o śniegu na wysokość trzech metrów, o nie! Nie każdy przecież, tak jak ja, marzy o tym, żeby kopać tunele pod śniegiem i kluczyć nimi godzinami, aż gil zamarza pod nosem. Ale gdyby w Niebie nieco śniegu było na zbyciu, to nawet nie musi robić się szczególnie zimno - byleby wokół mnie zrobiło się jasno, bo tego potrzebuję - taka biel wiele by wyczyściła i naprawiła.
Gdy niebo zaczyna robić się niebieskie, a słońce jest czystsze niż zwykle w czasie polskiej złotej jesieni, nadzieje budzą się na chwilę z bardzo długiego snu, a promienie ułatwiają stanowcze i konkretne myślenie. Żyję nadzieją, że nie jestem jedynym drzewem, które w taki sposób czuje, rozumie i pojmuje impulsy, uczucia i myśli. Gdybym był jednak sam, to wolałbym pozostać bezlistnym drzewem z mnóstwem gałęzi, pokrytym wiecznym śniegiem - wtedy trochę może i mroziłoby mi korzenie, ale nie widziałbym innych czarnych gałęzi, drzew i krzaków - szybko bym więc zapomniał, że istnieję sam, a ludzie przychodziliby z dziećmi, które mówiłyby :
- OoOo ... mamo, to jest TO drzewo z lodem na gałęziach, co ma go na zawsze już na nich!
Wtedy jakaś dobra matka wytłumaczyłaby spokojnie swojej dziesięcioletniej córce :
- Mówi się : "to jest TO drzewo z wiecznym lodem na gałęziach".
Po chwili dodałaby :
- Nie dotykaj pnia, jakiś pies mógł zasikać albo zrobić kupę i niewiadomo co za cholerę do domu wniesiesz.
A ja bym sobie słuchał i strącał śnieg na głowy ludzi, i brechtał się, a ludzie myśleliby, że to od wiatru się trzęsę. To też jakieś wyjście. Ale ze śniegiem na pół etatu, taka opcja zawodowa niestety nigdy nie będzie możliwa.
gonna write back this time? Komentuj (6)
:: 23.11.2005 :: 01:25 honey, harry wrote again...
'Bout high-flights
"Reach the stars, fly a fantasy.
Dream a dream, and what you see will be.
Lives that keep their secrets will unfold behind the clouds
There upon the rainbow is the answer to a never ending story"
To jest hymn mojego życia. Niedawno odkopany, dzisiaj świeci renowacyjną nowością na piedestale :). Więcej w tym prostej prawdy niż suchej, paralitycznej analizy. Moja wiara w magię i cuda czuje się nieco bardziej przywrócona i świadoma swojego istnienia.
gonna write back this time? Komentuj (1)
:: 25.11.2005 :: 01:23 honey, harry wrote again...
Odrzuć balkonik i chwyć za mikrofon
Bardzo proszę - oto i harry 'już-prawie-zdrów', choć ciągle na końskich dawkach antybiotyku, wagonach środków przeciwbólowych i takich tam innych, które przynoszą chwałę sile jego organizmu i współczucie pieknych panien i podziw przystojnych młodzieńców.
Takie tam fajdanie - jestem już prawie wyleczony, dzieki czemu dzisiaj zrobiłem sobie dzień przerwy od odpoczynku - wypełniłem go zarabianiem pieniędzy na korkach i próbą SC. Mało zarobiłem, mało nauczyłem się, ale przynajmniej ruszyłem się z domu - zdecydowanie najbardziej przygnębiające w chorobie jest to, że kiedy ty masz wolne, twoi przyjaciele nie mają czasu się z tobą spotkać, więc siedzisz sam i zaczynasz oglądać bzdury w telewizji albo rozmawiać ze swoim palcem serdecznym u lewej stopy. Gdy ten już będzie musiał biec do domu, bo mu się woda przypala, a w TV po raz setny będą reklamowali Rycerza, którego zęby są białe dopiero po zjedzeniu gumy Orbit, przerzucisz się na kręcenie kółek abażurem lampy stojącej nad twoją głową. Ale przecież ile można się tak bawić - gdy po dwóch godzinach takie zajęcie wyda ci się nudne, zacznij czytać książkę, którą masz najbliżej pod ręką. Sięgasz za siebie i po omacku próbujesz znaleźć zgrabny prostopadłościan, którego tylko jeden grzbiet jest gładki i przyjemny w dotyku. Chwytasz to, co wymacałeś, przyciągasz do siebie, strącając w szczelinę między łóżkiem a szafką ładującą się komórkę. Gdy staje przed twoimi oczami okładka trzymanej ksiązki, zaczynasz płakać. Nigdy jeszcze napis "Podręcznik do gleboznawstwa dla wyższych szkół rolniczych" nie budził w tobie takiego smutku i takiej odrazy jak w tej chwili. Teraz już wiesz, że ostatecznym zajęciem indywidualno-łóżkowym jest robienie różyczek z zasmarkanych chusteczek. Ale uważaj - owszem, pływasz w ogromnej ilości zamsarkanych 'pieces of soft paper', ale musisz wiedzieć , że i one kiedyś się skończą ...
Jeszcze nie opatentowałem tego, co się robi dalej - czyli ,że pozostaje jedynie opcja krucjaty poza łóżko ... ale to już poziom 'advance' (dotyczy tylko chorych z levelem wyższym niż 42 i max MP wyższym niż 368) i kiedyś może o tym opowiem.
gonna write back this time? Komentuj (4)
:: 26.11.2005 :: 01:46 honey, harry wrote again...
Bo ja jestem, proszę pana, na skręcie
"Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, Bracie, dwuskrzydlata:
Od uwielbienia do wzgardy."
Dlaczego dni, które z założenia mają być dobre, na samym końcu okazują się być złe? Dlaczego zaspani, ale silni i pełni nadziei wstajemy z łóżka w południe, a bezsilni kładziemy się spać bez nadziei? I choć serce jakoś mówi mi, że nie krwawi, to rozum podpowiada mi, że ono kłamie i tylko próbuje mnie uciszyć, bo jest mu żal, że chodzę taki chory i zmęczony. A wokół, chociaż głosów wiele, jest cicho, bo nie słyszę zdań ani wyrazów, których domagam się podświadomie. Bez użalania się nad soba, podnoszę czoło i prę do przodu uśmiechając się i pokazując, że mam siłę, że przejdę przez kolejny piętnastogodzinny dzień z dowcipem na wargach i rozbawionymi oczami. I gdy mi się, cholera, pocą oczy, to mówię, że to przez zimny wiatr, a nie przez jakieś kolczaste zarośla, które oplatają mi nogi i dziennie spuszczają ze mnie trzy litry najlepszej krwi. Czy nawet za zachowywanie pozorów siły, młody pan Jarociński nie dostanie żadnej nagrody, nie znajdzie sobie żadnego towarzysza? Czy człowiek rodzi się i od pierwszego oddechu jest predestynowany do otrzymania większego lub mniejszego majątku uczuciowego? Skąd się biorą przesądy, że "miłości się nie szuka - ona przychodzi sama". Pismo Święte mówi : "Szukajcie, a znajdziecie" - ufam, że tak jest, ale nie wiem czemu mam wierzyć, bo jeżeli szukanie ma być ruletką rozgrywaną na strony świata, to jaką mam pewność, że szukając nie będę oddalał się od miłości. Bo skoro można jej szukać, to znaczy, że można się do niej zbliżać i być blisko niej - a to znaczy również, że jest opcja oddalania się i bycia od niej daleko.
I wreszcie - kto nadał człowiekowi znamię pomysłu uśmiercania siebie w uczuciu i uczucia w sobie? Ta metoda zalatuje jakimś elitarnym staro-sekciarskim obrządkiem, do którego dopuszczeni są co silniejsi, co więksi, co bardziej chropowaci na sercu lub umysle. Co robić?
Może po prostu się położę i skleję spuchnięte od zmęczenia powieki wielkości bananów. Nie czas jeszcze na powrót do rzeczywistości, bo chwieję się ciągle na nogach. Ale przynajmniej już te niemedialne węzły chłonne wróciły do ludzkich rozmiarów. Heh ... once again the game is saved - thanks 2 harry-puff-boy [*bełt*]
gonna write back this time? Komentuj (2)
:: 27.11.2005 :: 03:25 honey, harry wrote again...
Dżem ze śniegiem
W mojej głowie własnie to siedzi. Nie ma czym tego jeść. Od ponad dwudziestu lat nikt nie jadł i chyba się popsuło. Cały się trzęsę, ale spać nie mogę :( idę posiedzieć.
gonna write back this time? Komentuj (4)
:: 29.11.2005 :: 01:26 honey, harry wrote again...
Szkło
A ja je połknąłem
gonna write back this time? Komentuj (4)
:: 30.11.2005 :: 17:41 honey, harry wrote again...
Nieplanowana sprężysta propaganda/Tribute 2 Bravia
Od jakiegoś czasu emitowana jest w telewizji reklama sprzętu marki Bravia (Made by Sony). Moim skromnym zdaniem jest fantastyczna - ma moc doraźnego poprawiania humoru. I w jakiś totalnie absurdalny sposób identyfikuję się z nią - z doznaniami wizualnymi jakie oferuje, z koncepcją reklamy i muzyką. Wycisza mnie i wywołuje uśmiech na moich ustach.
Jest jakby wizualizacją spełnienia jednego z moich abstrakcyjnych marzeń z dziecięcych lat. Tysiące kolorowych piłeczek kauczkowych odbijających się od szarej ulicy, pędzących przez miasto. Składam hołd pomysłodawcom i reżyserowi.
gonna write back this time? Komentuj (3)