:: 14.02.2008 :: 18:17 honey, harry wrote again...


:Meravigliosa Creatura:

Jak ten czas szybko leci - jeszcze niedawno sprzątałem po sylwestrze, a teraz siedzę zakopany w stercie mniej lub bardziej przydatnych śmiotków, przygotowując się do uwielbionej przeze mnie pre-wiosennej sesji poprawkowej. Nigdy jeszcze, tak jak teraz, nie kochałem mojego kierunku studiów. Lawirując między histosols, albeluvisols i współczynnikami korelacji rangowej, staram się nie pogubić w mniej lub bardziej kreatywnych zadaniach w pracy.

Otóż, moi drodzy, nie jest tak źle - i to zupełnie wbrew tym wszystkim złym pozorom. StudioGaraż kręci się i kręci i kręci i kręci i słucham i powoli popadam w słuchaczowo-muzyczną rutynę. W chwilach relaksu piszę absolutnie poprawne i skrajnie zjadliwe maile do klienta, zapytując czy telefon, czy formularz, czy po angielsku, czy po polsku. Wariactwom końca nie widać, jak widać i umieram z ubytku kreatywności. Jasne, wstążeczka i trąbka w odbycie - nudno i taśmówka. Chociaż, te statki wypływające w tajemniczy sposób spod linii horyzontu, są całkiem kolorowe, jako te jarmarki i dmuchane pajacyki na druciku. Takie tu życie - od zespołu - do zespołu ;)

O, świetnie, poczucie humoru już wraca. Tylko pogratulować tempa. Witamy, witamy. A teraz gadaj gdzie byłeś, durny kutasie, kiedy cię potrzebowałem?



gonna write back this time? Komentuj (2)


:: 18.02.2008 :: 07:32 honey, harry wrote again...


Weekend wywołał kryzys - bolesne są jego objawy i skutki.

gonna write back this time? Komentuj (1)


:: 22.02.2008 :: 22:00 honey, harry wrote again...


Jestem dzieckiem które boi się, że ktoś postawi je kącie, obieca cukierek, ale go nie da. I wygląda na to, że mam wszelkie powody, żeby tak się czuć. Jestem zostawiony sam w pokoju, przy jednej lampie zapalonej, w stercie lęków, zdenerwowań, z głową pełną wystających żył - od ciągłego martwienia się, smutku, dziecięcej złości i zawodu. I owszem - dostaję po dupie, bo niepotrzebnie ufam ludziom, którzy od lat powinni trzymać się z daleka ode mnie. I wierzę, i ufam i co dwa dni, co tydzień, co miesiąc wpadam w to samo grzęzawisko emocjonalne, śmiejąc się z siebie, zaciskając zęby, nie przykładając wagi do tego, że mój okręt opadł na dno, i teraz, obłożony wodorostami, spróchniały i zniszczony, przypomina brązowe, dziurawe widmo.

Tyle mam i tyle mi zostanie. Tak, jestem śmieszny, dziecinny, głupi i naiwny. I jedyne co mi pozostaje, to podziękować za niewykorzystanie tych wad wszystkim ludziom, którzy nigdy nie będą mieli możliwości mnie poznać.

gonna write back this time? Komentuj (4)


2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń