:: 11.04.2006 :: 01:10 honey, harry wrote again...


::Mistral::

Jest prawie połowa miesiąca, jestem spłukany.
Zbliżają się święta - będzie to doskonały czas, by wyobserwować tutajsze tradycje świąteczne. Jedna z nich to gotowanie jaj na plaży i upijanie się piwem. Brzmi banalnie i zobaczymy czy takie też jest w rzeczywistości. Bariery przełamane. Grupy zawiązały się (przeważnie) internacjonalnie.
Tutejsze jedzenie przepełnione jest (paradoksalnie) curry. Ale wszystko jest rozwodnione, co, jak wiemy nie zbliża go do mojej doskonałości kulinarnej. Ale okrzyknięto mnie mistrzem pancake'ów i taki tytuł rekompensuje mi sredniawość jedzenia.
Język angielski intruzywnie wpływa na moje umiejętności korzystania z języka polskiego - tworzę coraz to nowe kalki, tracę słowa.
Takie tam pierdolenie.
Zrobiło sięcieplej. Dzisiaj wyciągnąłem materac i położyłem się na dachu. W ciepłym słońcu przysnąłem i spóźniełem się na zajęcia z historii sztuki. Dzisiaj królował Magritte ze swoim zdziczałym surrealizmem.
Nauczycielce od Sztuki już do końca zszedł wylew z oka i mogę na nią patrzeć bez strachu.
Z wiadomości turystycznych - tutaj można bardzo tanio i bezboleśnie zrobić sobie kolczyk.
Zwalam spać. Dobranoc.
gonna write back this time? Komentuj (6)


:: 24.04.2006 :: 12:25 honey, harry wrote again...


Vallhalla

Dzisiaj Duńczyków popierdoliło do końca. Temperatura powietrza oscylowała w okolicach 11 stopni Celsjusza, temperatura wody w morzu - około 4 stopni. Zostałem forced to swim - w ramach wf-u. Siedziałem później mokry i zmarznięty na tej cholernej kamienistej plaży i modliłem się, żeby wiatr przestał wiać. Przeliczyłem się z moimi modłami - zanim wiatr ustał, zdążyliśmy wrócić na piechotę te 3 kilometry, które dzielą szkołę od domków plażowych i kąpieliska. Jeżeli za to nie okrzykną mnie wikingiem i nie zabiorą do Vallhalli, to zrobię taką aferę, że wszystkie kręgi piekła zaczną się kręcić wokół własnej osi.

Poza tym minął już środek kursu. Pełną parą ruszyły przygotowania do przedstawienia, które mamy wystawić w Aarhus w połowie maja. Wróciła nasza stara nauczycielka od wokalu i, ku zgrozie mojej i moich niespokojnych strun głosowych, dzisiaj będę miał kolejne zajęcia solowe ze śpiewu.
Pogoda buja się jak chce i z kim chce, więc się do niej nie zbliżam, bo jeszcze coś złapię niedobrego. Pokój umysłu i duszy burzą wszelkie kontakty z Polską, ale wiadomo - bez burzy nie da się żyć, może więc to dobrze, bo już przestawałem tutaj istnieć (arguo ergo sum).
W zeszły piątek przyjechał do nas wybitny (?) duński artysta-malarz. Popracowaliśmy razem na zajęciach ze sztuki, spodobały mu się moje prace i mam obiecany wernisaż w jego galerii w Kopenhadze. Tylko po co? Komu chciałoby się jechać na wernisaż do Kopenhagi?
Ogólnie rzecz biorąc Dania jest moja, tylko komu potrzebny jest taki sutek Europy? Nie jakaś tam Skandynawia, nie wyspy brytyjskie, tylko Dania.

Ludzie kotłują się tutaj w jednym sosie - od początku kursu i zapewne tak pozostanie do jego końca. Brak słów dla procesów, jakie zachodzą między ludżmi w małej, zamkniętej grupie. Począwszy od posądzeń o dziwkarskie zapędy, na parciu na mikrofon kończąc - wszystko to przyprawia co delikatniejszych o mdłości. Ależ ależ - to jest ta Vallhalla, tak? Tutaj pływają te ociekające złotem łodzie, a męstwo i odwaga ludu zbija z nóg nawet maczugę Herkulesa. Czego więc tutaj brak? Może delikatnej, ludzkiej słabostki, niedoskonałości i zatracenia. tutaj nawet mały romansik urasta do rangi prasowego skandalu obyczajowego na miarę Aeroskobing. Przykro patrzeć jak dni przepływają przez palce i zostawiają brud na dłoniach. Tylko jajka niespodzianki pozostają tutaj niezmiennie ciekawe i jak zawsze wzbudzają zmysł odkrywcy. Gorzej gdy nie ma się z kim podzielić czekoladą, gdy robi się niedobrze po 24 jajku.
gonna write back this time? Komentuj (4)


:: 26.04.2006 :: 01:06 honey, harry wrote again...


Mister Misunderstood

Wszystkie bilety na pierwszy spektakl w Aarhus wyprzedane, a my w głębokiej dupie i nie wiemy co mamy robić i jak to zjeść. Dzisiaj poproszono mnie o skomponowanie jednej piosenki i ułożenie słów - wybitnie wyśmienicie. Wrzucimy tam trochę queer'u, podwiązki, trochę lateksu i zmieszamy z Lady Marmalade. Ot co.
gonna write back this time? Komentuj (9)


2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń