:: 06.07.2005 :: 12:07
honey, harry wrote again...
::Fever::
Heh ... kolejna nudna notka :D Jestem śnięty - prawie w ogóle nie spałem - noc przegadana z Tygryzem, Ulą i Flaczkiem :D No i było super - tzn. ja uważam, że lepiej trafić nie mogłem :D hehe ... Może to już czas poświęcić notkę Szefowi - i to tylko w kontekście niesamowicie nieoczekiwanych zdarzeń, jakie dzięki niemu mają miejsce w moim życiu. Tutaj posłużę się nieśmietelnym przykładem Soul Connection (ostrzegałem, że będziecie musieli tego często słuchać ;P)- Wszystko zaczęło się od 'grono.net' - tam, zupełnie przypadkiem poznałem Ulkę, z którą, niewiele czasu później, także przez przypadek, spotkałem się na kawę (pamiętam - to boło Daily Coffee na Marszałkowskiej). Jest to dla mnie o tyle dziwna sytuacja, że nigdy, ale to PRZENIGDY nie zdarza mi się :
-odpowiadać na 'gronie' na wiadomości ludzi, których nie znam;
-podawać im swój numer gg znając ich jedynie z kilku maili;
-podawać im swój numer telefonu znając ich jedynie z gg i kilku maili;
-spotykać się z nimi znając ich tylko z rozmów telefonicznych,gg i kilku maili;
A już na pewno nie zdarza mi się wyskakiwać do tak ślicznej dziewczyny (w ogóle do kogokolwiek) z pytaniem, czy w chórze, o którym mi opowiadała nie potrzebują czasem facetów :)
Wtedy to jeszcze nie było dla mnie takie przedziwne - teraz patrzę na to z perspektywy czasu - dwóch miesięcy ... i kopary pozbierać nie mogę :D
I stąd wzięło się to moje powiedzonko : Szef Czuwa ... :) Bardzo przydatne - sprzyja nawet czasem próżności ... ale ... ech ... no wiecie ... ;)
No ... musiałem to wylać na klawisze, bo już mi leżało długo na sercu, tymbardziej, że ciągle piszę o tym 'tajemniczym, fantastycznym Soul Connection' i właściwie to nikt nie wiedział skąd sięwzięło i z czym to spożywać ... A teraz jadę po śpiwór ...
motto :
wymiot = namiot + wymiona (kompletnie bez sensu, wiem)
gonna write back this time? Komentuj (3)
:: 08.07.2005 :: 14:54
honey, harry wrote again...
::When I fall in Love::
To już tak musi być - kiedy tylko zaczyna być niesamowicie, muszę to przerwać - tym razem jest to raczej w niewielkim stopniu zależne ode mnie - jadę bowiem na praktyki. Wyjeżdżam już w niedzielę o 13.50 i zostawiam w Warszawie (i w kilku innych miejscach ;P) ludzi, których nie chcę tutaj zostawiać ... nawet na tydzień :/ Zapewniam sobie teraz najlepszą obstawę na ostatnie dni w Wawce :) Tygryz, Ula, Klepi, Flaq, Kamil ... Trochę się stęsknię :/
A'propos -> dzisiaj wstałem o nieludzkiej porze, żeby zjeść śniadanie z Tygryzem i Flaczkiem ...
Około 11 spotkałem się z Tatianą i Agnieszką - załatwiłem sobie jednorazową robotę - lol - taki mały koncercik piosenek patriotycznych - odbedzie się 1 sierpnia w moim DKŚ-u na smolnej 9 :)
Przed chwilą zarezerwowałem bilet do Olecka i opadłem z sił ... Widzi mi się, że przyszły tydzień będzie BAAAAAARDZO ciężki ...
A po powrocie zmienię jakoś tego bloga, bo znudził mi się pamiętnikowy sposób prowadzenia :/
Do zobaczenia za tydzień, kiedy będę na przepustce w Wawce :D
motto :
Jestem zakochany - dzisiaj bez motta :/
gonna write back this time? Komentuj (3)
:: 25.07.2005 :: 01:41
honey, harry wrote again...
::Save the last dance for me::
Wróciłem z praktyk. Praktyki z kartografii w Olecku zaliczone na 4; praktyki w Murzynowie zaliczone na 5 :D
Było super, gites i w ogóle ... Skrzynka zapychała mi się codziennie dziesątkami esów od Tygryza i Klepi => SC o mnie nie zapomniało :D
A na miejscu ... cooosh ...
W Olecku, na słońcu, w 30 stopniowym upale, zjarałem sobie łydki, kark i ręce, ale trochę podpakowałem, bo codziennie nosiłem jakies 20 kg na pole :D Efekt pracy był fantastyczny :)
W Murzynowie dla odmiany padało co 15 minut - ale wszyscy wiemy, że ekipa Kovalsky-Jarociński (w komitywie z Jagórem w sprawach gleboznawstwa) dadzą radę :D Teledetekcja okazała się być moją mocną stroną i tak chyba już zostanie do wyboru specjalizacji :) Tele-mele to fantastyczna sprawa :D
Integracja przebiegła pomyślnie - osoby, ktore z założenia MUSIAŁY być do mnei negatywnie nastawione okazały się być spoko ludziami ;) Sklecamy ekipę z Geo i wybijamy nad morze :D
A teraz idę odsypiać ... bo normalnie ledwo widzę na oczy :D
A tymy praktykami to ciągle jeszcze pulsuje moja krew, więc soon o tym coś napiszę więcej :D
motto:
"I say I'll move the mountain...and I move the mountain - if She wants it - so it will be ..."
gonna write back this time? Komentuj (4)