:: 06.07.2006 :: 23:36 honey, harry wrote again...


::Do not disconnect:: 
    Warszawa zadławiła się śmieciowym zmierzchem. Księżyc zawisł żółty nad PAN-owskimi garażami a ja dopaliłem ostatniego L&M z paczki, jak zwykle parząc sobie usta rozgrzanym filtrem. Głowa mi pęka, bo z piosenek, które muszę przygotować na sobotnie wesele przygotowałem tylko (BAGATELA!) 25. Język mi odpadnie, gardło wywinie się na lewą stronę i gówno zarobię.
    Ludzie sobie powyjeżdżali - najbliżsi, bliscy i dużo dużo tych, o których istnieniu nie mam pojęcia - wszyscy na Open Air. A ja siedzę se sam. I se pracuję.
Dobrze, że komputer się podniósł, chociaż czuję, że to już ostatek jego sił. Od początku wydawał mi się jakiś niepełnosprawny. Ale przecież i SDRAM był kiedyś nowością. Nowiutki ASUS pokrywa się metalurgiczną pleśnią, wiatraczek okryty jest kurzem niemożliwym do wyczyszczenia a wstążki chyba już się połamały. Do roboty, karle! - mógłbym powiedzieć prosto w lustro, ale i tak nie przyniosłoby to żadnego rezultatu - rodzice tak mówią do mnie od kiedy pamiętam i nie ma to żadnego skutku.
 
Ipoda zreanimowałem. Upgrade software'u zadziałał nań niczym porządne zaklęcie Heal lv.10/10 w pierwszym lepszym RPG. Wstał - w przeciwieństwie do oprogramowania którym najczęściej zrzucałem muzykę na iPoda. Tutaj wypada napomknąć, że iPod, którego dostałem od Kamila, jest jednym z tych urządzeń, których samo posiadanie sprawia, że jestem seksowny. Nareszcie jakoś zrekompensowany został mój niski wzrost.
  

gonna write back this time? Komentuj (22)


2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń