:: 09.08.2007 :: 14:03
honey, harry wrote again...
Pochorowałem się, ale forma wraca. Wczoraj nie wypaliłem ani jednego papierosa, bo trudno popełnić tę czynność po grypowym rajdzie wymiotowawczym od-kosza-do-kosza podczas późnowieczornego powrotu na Żoliborz. Dzisiaj jestem po jednym papierosie i lekko bulgoce we mnie żółć, ale bardzo mocno staram się obrócić ten fakt w żart.
Pada - i to bardzo mocno - a mi gorąco. Wszystko wróciło - Dania, praktyki, ucieczki i powroty, te wszystkie cholerne podróże, po których zawsze miało być lepiej. I jeden wniosek mam z całego tego bałaganu - chcę wyjeżdżać i nie wracać. Nie chcę mieć śmierdzącego rutyną domu, z którego biegnę rano do pracy, bijąc się z porannymi mdłościami. Najlepiej gdybym mógł zapominać o tym kto, gdzie, kiedy i jak bardzo. Gdybym mógł nie wracać - bo później trudno znowu ruszyć. A jeżeli nie jest trudno, to znaczy, że i tak bardzo mi źle tam, gdzie siedzę.
Nigdy nie wymagałem od nikogo, żeby się mną opiekował, bo to tylko mój obowiązek. I nadal tego od nikogo nie wymagam. I być może to był i jest jeden z tych moich "permanentnych" błędów. A poczułem to dopiero, kiedy zdychałem z temperaturą, rzygając po ścianach - a musiałem biec w nocy do całodobowego po przeciwbólowe. Bo to zwykle ja biegałem. I nie staram się pokazać, czy, nie daj Boże, pielęgnować pretensji do nikogo poza mną. W końcu wszyscy wiedzą i powtarzaj mi to regularnie, że za dużo myślę o sobie.
Poprawiaki tuż tuż, podobnie jak wyjazd w Tatry. A może jakaś lawinka?
Następnym razem notka nie będzie już taka zła. Po prostu wypadało pokazać się w spotlight na sekundę i pokazać, że "strasznie już być tym królem chcę".
gonna write back this time? Komentuj (4)
:: 13.08.2007 :: 10:53
honey, harry wrote again...
Wyszperałem, spośród pętli pamięci i balasów zapomnienia adres bloga jednej z moich dawnych muz - trystii. Jej notka o serze (tak, chodziło o konkretny ser - pozwolę sobie jednak nie pisać o jaki ser chodziło) rozbudziła żądze uruchomienia wodospadów sentymentalnych, uwalniając wstyd pamiętania o bólu startego, łobuzerskiego kolana, w dzielnicy Centrum-Śródmieście.
Orla! To była granica zabawy - dalej nie było już sklepów z żelkami w kształcie potworów, nie było drabinek ani huśtawek, niemal brakowało powietrza do zabawy - tam zaczynała się dorosłość - Plac Bankowy to już nie były żarty. Bo przecież ja nie wiedziałem kto tam biega, kto tam wychodzi na podwórko (byłem przekonany, że na Placu Bankowym też musi być jakieś podwórko!), kto rządzi na bankowskim trzepaku i kto umie najdalej pluć. Wiadomym było, że to Patryk albo/i ja ustalamy rację bytu i niebytu na kompleksie naszych trzech podwórek, bo najwyżej rzucamy patykami w kasztany, mamy dużo piłek kauczukowych i nasi rodzice są potężni, bo nawet nie wstydzą się krzyczeć na nas z balkonów, kiedy tykamy patykami co jaśniejsza kupę psa, z nadzieją, że to mysz.
Kino Femina było kolejną granicą i - wierzcie lub nie - ale za Feminą potrafiło być niebezpiecznie. Tam rządziła młodociana mafia rodziny D. Oni - półpełnosprawni, acz silni albinosi, one - rude i piegowate harpie z cienkimi szyjami. Mieli własne podwórko - z czasem zostało ogrodzone płotem.
Ale wypuszczali się poza swój rewir - aż w okolice boiska szkoły nr 213 dla dzieci upośledzonych.
A tam, spotykały się siły podwórek ulicy Elektoralnej .... bla bla bla.
Zmierzam do tego, że boję się dorastać. Bo każdy kolejny rok przynosi mi coraz więcej złych dni. Wracałem ostatnio przesmykiem między podwórkiem przedszkola, a boiskiem szkoły - w okolicach ulicy orlej. Ten przesmyk wygląda jak tunel - z obu stron ograniczają go ogrodzenia, a przykryty jest gałęziami. Gdy tamtędy szedłem, pomyślałem, że jestem znowu taki mały. Niski, w okularach, zgarbiony - przeraźliwie chudy chłoptaś, który cały czas bawi się, rozbija, któremu coś nie pasuje i ma problem z rodzicami, którego ciągle coś boli, coś uwiera, który szuka i tyka kijem, i dostaje za to po mordzie.
gonna write back this time? Komentuj (6)
:: 20.08.2007 :: 13:19
honey, harry wrote again...
Czasami trzeba
(notka archwizująca rozmowę - bo dobrze byłoby mieć ją zawsze przy sobie)
Owszem, bije żałość i słabość moja z tej notki, ale może warto czasem rzucić swoje małe bagienka, proste uniesienia i smutne kwiatki na wiatr i zobaczyć co się z nimi stało.
Agacior: a poza tym jednak jest mi dobrze, kiedy moim bliskim jest dobrze
e, ksiezniczka na ziarnku grochu nie jestem
Agacior: gdybym byla, to juz pewnie bym sobie zrobila cos zlego
i to kilka razy
:)_
Daniel: malo o tym tak naprawde gadalismy w ogole
ale z jednej strony czuje sie ciezarem u nóg wszystkich wokol mnie
teraz jeszcze znowu te sprawy rodzinne
i wieczne niezadowolenie z tego co robie
i nie jestem w stanie tego sie pozbyc
bo juz od lat tak bylo
i jest
a modlę się, żeby nie bylo
a z drugiej strony potrzebuje kogos z kim moglbym byc bardzo blisko
przyjaciol ktorzy mogliby nie widziec sie ze mną przez miesiąć
a następny miesiąc noc w noc byc przy mnie kiedy cierpię
przepraszam ze takie rzeczy pisze
Agacior: pisz pisz, wypluwaj[
Daniel: ale nigdy tak szczerze nie mowilem o tym
nigdy nie mialem potrzeby wyplakiwania sie w rekaw
czy dekolt
czyjkolwiek
a nagle teraz zaczynam szalec
bo czuje ze wszyscy są tak daleko
ze prawie ich nie ma
wolalbym zeby mnie nie bylo czasami
bo ta swiadomosc mnie pozera
i staram sie to maskowac tymi swoimi debilnymi zachowaniami
dowcipami
zartami i glupimi zlosliwymi odzywkami
zeby wszyscy mysleli ze jestem silny i niedostepny
ale to co dzialalo w liceum
wsrod doroslych nie dziala
a nie wiem czy jest ktos komu moglbym plakac przez godzine nic nie mowiac
wiesz,nie chodzi o faceta
ja po prostu czuje sie tak potwornie samotny
chcialbym zeby byl ktos kto mnie wyciąga
kto pyta kiedy wracam z roboty
bo chcialby sie ze mną zobaczyc
i nagle ta otoczka daniela ktory ma 260 osob na gronie
i ktory niby jest zawsze w centrum zainteresowania
okazuje sie byc gównem
ktore rozplywa sie po deszczu
i ratuję się dając kolejne coming outy
z nadzieją,ze ktos mnie wysciska i powie ze chce posluchac o tym co sie dzialo
i jak to sie dzialo
i powie co mozna zrobic
a czego raczej nie robic
w jego/jej opinii
kogos o kogo nie bede musial walczyc
i nie bede musial sie gimnastykowac
zeby chcial sie ze mną widziec
gadac,pic
smiac sie
Agata, czuje sie bardzo samotny
przepraszam, ze tak sie rozgadalem
ja czuje ze to mnie niszczy
i sprawia ze zamykam sie
chcialbym miec kogos z kim moglbym sie trzymac
ale jestem jak kamień
nie umiem sie ruszyć sam z miejsca
bo cale zycie sie toczylem
Agacior: raz, nie przepraszaj, ze mowisz
dwa, chyba sam troche sie zdiagnozowales
ze troche za duzo pozy, a troche za malo szczerosci i prostoty
staram sie bardzo tego pozbyc
ale czuje ze nie bede spelnial wymagan ludzi
ktorzy są wokol
Agacior: ale po co masz spelniac czyjes wymagania\
Daniel: bo ja nie istnieję bez ludzi ktorzy są dookola
Agacior: nie musisz byc guru dla 260 osob na gronie\
Agacior: kazdy istnieje bez ludzi dookola, tylko musi do tego dojsc
Daniel: ja tego tak strasznie nie chce
staranie, zeby spelniac czyjes wymagania, jest bez sensu. calkowicie
bo przeciez nigdy nie spelnisz wymagan wszystkich ludzi, nawet jesli "wszystkich ludzio" ograniczymy do tych nieszczesnych 260 osob na gronie
(latwiej na jakims ciut konkretniejszym przykladzie)
no bo przeciez ktos bedzie niezadowolony, ze glosno spiewaz, a ktos bedzie marudzil, ze za cicho
lepiej sie skupic na tym, co spelnia twoje wlasne oczekiwania
tak, masz rację
oczywiście
chcialbym umiec sie pozbyc tej skorupy ktora stara sie zmieniać ksztalt
i ktora wlasnie kieruje tym dopasowywaniem sie
wiesz o co mi chodzi
prawda?
tylko 22 lata w srodku to naprawde gleboko
wiesz, wszyscy sie okreslamy wobec jakichs ludzi
i w pewnym sensie staramy sie ich zadowolic czy spelnic ich oczekiwania
tylko
czy umialbys na przyklad wybrac 20 osob, ktore chcesz zabrac ze soba na bezludna wyspe?
10?
bo nie ma sensu sie okreslac przeciez wobec tych 260.
Daniel: to byloby by trudne
ale umialbym to zrobic
Agacior: no wlasnie. wiec te 20 osob to ci, ktorych oczekiwania moga byc dla ciebie wazne
moga
co nie znaczy ze maja byc
rozumiesz, oc o mi chodzi?
rozumiem o co chodzi
to bardzo proste
i najwazniejsze
w relacjach
wiesz,czasami trzeba to uslyszec z zewnątrz
zeby zrozumiec na nowo
Daniel: bronię się przed mysleniem
i przez to odchodzę od tego wewnętrznego szkieletu zasad
zastępując go skorupą
kiedy nie ma skorupy - nie da sie odejsc od szkieletu
prawda? wiesz o co mi chodzi?
Daniel: kiedy nie ma pozy
zostaje to,czego trzeba sie trzymac
Agacior: to zacznij rozkruszac skorupe
Daniel: nie wiem jeszcze jak to robic
i sam sobie pewnie nie poradze
ale bede o tym myslal
jak to zrobic
i pewnego
pieknego juz wtedy dnia
to sie uda
Agacior: (w ramach chwilowego odprezenia: moj ojciec ocenila, ze rzekomy grzyb to byly tak naprawde stare fuzy od kawy
:)
fusy
gonna write back this time? Komentuj (8)