:: 05.09.2006 :: 15:03 honey, harry wrote again...


::do U realize?::
   
"Nie ma końca płynny czas,
lecz ocean oglądam z brzegu.
Melancholia trawi nas,
nie ma na nią żadnego leku" 
 
    Praca mnie pochłonęła - analizy, tabele, zestawienia, redagowanie - wszystko zasłoniło mi oczy. Szybko jednak ocknąłem się z kłopotliwego letargu, bo pojawiła się konieczność wynajmowania mieszkania. Szukam.
 
Płasko najczęściej, bez uniesień, częściej w dołkach niż na pagórkach, ale to przejdzie. W piątek Kraków, w poniedziałek praca. W środę szukanie mieszkań, w czwartek koncert.
 
Kropi deszcz - wczoraj idąc alejami jednostki wojskowej na cytadeli przypomniało mi się co działo się rok temu - dokładnie rok. Że Kamil, że Klepi, że Flaczek i Gryzica i Beata i Filip. Z Klepi szliśmy alejką i migały nam przed oczami jesienne kolory i zastanawiałem się jak udało mi się wdepnąć w kupę, skoro na cytadeli na pewno nie wyprowadza sie psów. Zrobiło się chłodno, na cytadeli wszystko zostało takie jak było. Tylko trochę co innego już słyszę. Cena czasu.
Cena Danii i zmian. Ciekawe, czy w Danii Staff też by mógł się popisać wierszowaną opisówka bagna i lasu.
 
"Znad ciemnej rzeki wiatr przelata
i mglistych wspomnień woń przynosi.
Pamięć maluje przeszłe lata." 

gonna write back this time? Komentuj (2)


:: 28.09.2006 :: 10:23 honey, harry wrote again...


::Never Dive::
"Take a look at the open gate,
walk on and don't be afraid.
Free your mind and what they'll call
is the heart of temptation."


Praca i domy, to jest to, czym teraz się zajmuję. Kończę pracę i jadę do jednego z domów. Przeprowadzam się - od poniedziałku nie będę już mieszkał niedaleko Feminy, w samym centrum. Teraz będę mieszkał niedaleko Asi, bo pokój w pokój. Dania wraca, ale ja nie wracam do Danii. Może jeszcze nie teraz. Ale będzie gliniana popielniczka wypełniona piaskiem na balkonie. Ostatnio duńskie tereny chodziły mi po głowie - spacery nad brzegiem, kiedy wszystko było zamarźnięte, wypady na sztukę i po duńskie fajki do sklepu, chłodne, ciężkie poranki, które dopiero teraz umiem docenić i twarze ludzi zapełniających dom - zawsze było ich pełno, wszędzie. Kuchnia, jadalnia, sale prób, pokój dzienny i te nasze substytuty dormitoriów - korytarz zachodni i słoneczny. A dach był miejscem najsmutniejszego myślenia - od początku do końca kursu tam siedziałem, słuchając muzyki na iPodzie od Kamila i myślałem najpierw 'dlaczego nie?', później 'co teraz?' a pod koniec - 'dlaczego tak?'. I to szare morze i jasne niebo.
Tutaj jest gęsto. Czas się zagęszcza, praca, ludzie, miłość - to wszystko jest zagęszczone i skondensowane. Można tym sobie, co najwyżej, rozjaśnić wieczorną kawę, popijaną z Borzymową. Zaczynamy - korki, praca i muzyka - człowiek sukcesu.

gonna write back this time? Komentuj (0)


2008
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń